Podejrzewam, że mój sposób podróżowania nie jest zgodny z tym, czego wiele osób oczekuje od podróży. Lubię jeździć samochodem, nie lubię zwiedzać muzeów ani zabytków sztuki sakralnej, nie muszę w jednym miejscu spędzić tygodnia (wyjątkiem jest Dubaj, w którym tyle się dzieje, że i miesiąc nie byłby przesadą). Mimo to, mam kilka wskazówek przydatnych w razie wycieczki do Austrii – na narty i nie tylko.

Po pierwsze, podróż samochodem nie jest już szczególnie uciążliwa. Jeśli nie lubisz długich tras, możesz zatrzymać się gdzieś po drodze – dobrym miejscem może być Mikulov, tuż przy austriackiej granicy. Ale w 10, góra 11 godzin da się dojechać z Warszawy do Salzburga, wliczając w to przystanki na tankowanie.

Po drugie, Austria jest specyficzna, jak chodzi o godziny otwarcia wielu miejsc. W Salzburgu byłam w święta Bożego Narodzenia i chociaż przez ulice przetaczały się setki turystów, to wiele restauracji było po prostu zamkniętych. W tym ta, którą wybrałam na TripAdvisor. Tam, gdzie w końcu trafiliśmy, trzeba było odczekać jakieś 15 minut w kolejce do stolika – nie pamiętam już, kiedy ostatnio musiałam się na coś takiego zdecydować. Sklepy nie są czynne od 6 do 22 jak w Polsce. O 18 kończy się handel, a w dodatku w ciągu dnia jest kilkugodzinna przerwa – która może równie dobrze dotyczyć też restauracji. Z moich 3 dni w Austrii, jeden spędziłam w romantycznej wioseczce pod Salzburgiem. Niefortunnie przyjechaliśmy w porze, kiedy można ewentualnie dostać w knajpie kanapkę, bo kuchnia otwiera się z powrotem dopiero o 17.30. Całe szczęście, w sąsiedniej miejscowości była pizzeria. Z salą dla palących i krzesłami obitymi skajem, ale nie szkodzi, bo pizza była doskonała, podobnie jak lokalne wino.

Po trzecie, typowo austriackie jedzenie to zawał serca na talerzu. Nie spodziewaj się wyboru sałat, świeżego soku ani niczego takiego. Plus jest taki, że wszyscy mówią po angielsku – a jeśli nawet nie, to starają się dojść, czego sobie życzysz.

Po czwarte, widoki. W Austrii w ogóle jest ładnie, ale kiedy wjedzie się na lodowiec, można strzelać zdjęcia prosto na Instagram, bez żadnego tuningu filtrami. Śnieg, słońce, niebo, góry – to naprawdę dobrze wygląda. W samym Kaprun jest z 5 sklepów ze sprzętem i ubraniami, na pewno też część rzeczy można wypożyczyć, gdyby naszło kogoś na jazdę na nartach czy desce.

Po piąte, wyroby lokalne. Austriacy lubią swoje produkty, są z nich dumni i bardzo mi się to podoba. Kiedy skomplementowałam podane do śniadania sery, właścicielka zajazdu skierowała mnie do serowarni, z której pochodziły. Opanowałam się i nie kupiłam wszystkiego tylko dlatego, że pojechaliśmy małym samochodem, a miałam jeszcze jedne zakupy w planach.

Po szóste, wino. Nie będę udawać, że znam się na winie na tyle, żeby je poetycko opisywać – to zostawiam mojemu szanownemu koledze, Tomkowi Koleckiemu-Majewiczowi. Ale mogę Wam powiedzieć, że trasa samochodowa z Austrii do Polski najpewniej będzie wiosła przez Poysdorf. Mają tam przy głównej ulicy elegancki sklep z lokalnymi winami. Jak ktoś ma ochotę, można też testować na miejscu.

Po siódme, IG-L. Jeśli jedziesz samochodem, to pewnie wiesz już, co zabrać w trasę, żeby było zgodnie z przepisami danego kraju, ale jest jedna rzecz, o której może jeszcze nie wszyscy wiedzą – ja musiałam sprawdzić w Google. Otóż na autostradzie pojawiają się ograniczenia prędkości – są wyświetlane na dużych tablicach. Jeśli pojawia się przy nich oznaczenia IG-L, to oznacza to, że należy zwolnić z uwagi na środowisko (duży poziom zanieczyszczeń w powietrzu). Kary za przekroczenie ograniczenia tego rodzaju są bardziej dotkliwe niż za przekroczenie zwykłego ograniczenia prędkości.

Na koniec dodam tylko, że tego rodzaju trzydniową wycieczkę da się zaplanować w jeden dzień – wystarczy zrobić rezerwacje w hotelach albo pensjonatach, spakować parę ubrań i w drogę. To nie są ferie na nartach, ale Austria daje o wiele więcej możliwości niż tylko sporty zimowe.



Tripadvisor PL 728x90

 

serowarnia
serowarnia
Na lodowcu
Na lodowcu
Apfelstrudel
Apfelstrudel
Spinatknoedel
Spinatknoedel