Wałęsa - recenzja filmu

Podobno prezydent Gdańska popłakał się, kiedy ten film oglądał. Domyślam się, że dla wielu osób ten obraz będzie źródłem wielu wzruszeń, ale kiedy spojrzeć na niego nie jak na zapis dziejów Polski, ale na sztukę filmową, to nie ma co liczyć na wzruszenia. 
 
Nie chcę przez to jednak powiedzieć, że i zachwytów nie będzie. Dla mnie świetny w tym filmie jest Więckiewicz - bo on faktycznie porusza się jak Wałęsa, mówi jak Wałęsa, ba! ubiera się jak Wałęsa - wystąpił nawet w historycznym swetrze Wałęsy (nie zmyślam, jest coś takiego, jak pamiątkowy sweter i został wypożyczony na potrzeby filmu). 
 
Niestety, poza Więckiewiczem trudno mi wskazać kogokolwiek, kto w tym filmie zagrał. Jasne, wiem, że była Grochowska, Kosiński, Zamachowski, a nawet Wellman, ale wszystkie te postaci stanowią tylko tło dla Wałęsy. Nie ma żadnej intensywnej gry, bo ubecy są komiksowi, Danuśka ogania się od dzieci, a Krzywonos ma raptem dwie mówione sceny. Co więcej - nie ma na ekranie nikogo innego z opozycji, kto byłby od razu rozpoznawalny. Z napisów dowiedziałam się, że jeden z panów widocznych na ekranie miał być Borusewiczem, ale reszta pojawiających się współkonspiratorów jest generyczna, a na napisach określeni są tylko imionami. Być może lepiej obeznani (i szybciej czytający ode mnie) odróżnią, ale ja miałam wrażenie niedosytu. 
 
Rekompensowały je jednak muzyka i montaż. Polskie piosenki z tamtych lat świetnie pasowały jako tło wydarzeń. Zaś montaż to prawdziwy majstersztyk. Kolory są w większości celowo wyblakłe, jak gdybyśmy oglądali film sprzed 30 lat. Dużo jest wstawek z kroniki filmowej czy z nagrań z tamtych czasów. Największym osiągnięciem jest wmontowanie postarzonego Więckiewicza jako Wałęsy do nagrań z obrad Okrągłego Stołu. Coś jak Forrest Gump witający się z prezydentem. 
 
Czy to jest film wart Oscara? Nie wiem. Ostatnio większości dzieł nominowanych nie oglądam, więc trudno mi powiedzieć, czy wpisuje się w trend. Na pewno jednak warta nagrodzenia jest rola Więckiewicza. 
 

 
realizacja: