Less is more

Marta i Tomek z Let’s get lost wrócili już do Polski, ale ich tekst “Mniej czy więcej, oto jest pytanie“, pisany przed wyjazdem, jest nadal bardzo aktualny – zwłaszcza, że jak wiosna, to porządki, a jak porządki, to nie tylko mycie okien, ale też przegląd zasobów.

Przyznaję, że mam atawistyczny stosunek do zapasów jedzenia i w dowolnej chwili mogę wykarmić kilkanaście osób na wystawnej kolacji, nie ruszając się z domu po zakupy. Tego nie zmienię, bo uważam, że zapasy jedzenia warto mieć. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku – regularnie przeglądam moje zapasy i zużywam te, którym bliżej do terminu przydatności. Regularnie poluję też na okazje – dobrej jakości oliwa w promocyjnej cenie, przeciery pomidorowe, pomidory w puszce, makarony, ryże, kasze – to wszystko potrafię kupować bez ograniczeń. Do dziś pamiętam minę kasjerki w Lidlu, do której podeszłam z dwudziestoma półlitrowymi kartonami przecieru pomidorowego. No co, był za pół ceny, a z długą datą!

Z drugiej jednak strony, staram się pozbywać tego, co już mi nie służy. W ubiegły weekend wyrzuciłam 3 pary butów, które bardzo lubiłam, ale które przestały dobrze wyglądać, co więcej – jedna para zaczęła robić mi pęcherze na stopach. Trudno, teraz będę chodzić po sklepach i szukać zastępstwa, ale przynajmniej mam na nie miejsce w szafie. Tak samo robię z ubraniami: jeśli po prostu przestały mi się podobać, wystawiam je w worku przed domem. Jeśli są już zniszczone, wyrzucam je – mam oczywiście kategorię ciuchów “po domu”, ale raczej z uwagi na krój, a nie stan zużycia. Staram się nie nosić dresów poza domem. Nie uważam, żebym wyglądała w nich oszałamiająco, poza tym, jest niestety nadal sporo prawdy w tym, że osoby ubrane niedbale są umiarkowanie dobrze obsługiwane w sklepach. Nie lubię zakupów wystarczająco, żeby ich sobie dodatkowo nie utrudniać.

Muzyki słucham już tylko ze Spotify albo TuneIn Radio (mają nasz ulubiony Dubai 92!), więc płyt CD jest w domu może kilkadziesiąt – i zapewne za tydzień czy dwa trafią na aukcję na Allegro. Może jeszcze komuś się to przyda, bo mnie na pewno nie. Podobny los spotka sprzęt hi-fi, jaki kupiliśmy kilka lat temu – lekko zabytkowy, bo w moim wieku, bardzo piękny zestaw Telefunken z kulistymi głośnikami. Owszem, stracę możliwość słuchania płyt winylowych, ale ostatnio i tak rzadko to robiłam.

Z książkami zawsze miałam problem, bo nie chciałam się z nimi rozstawać. Ale kiedy patrzę na półki, widzę, że do niewielu książek wracam – codziennie ukazuje się tyle nowości, że szkoda mi tracić czas na czytanie drugi, piąty, dziesiąty raz tego samego. Wyjątek robię dla starych książek Joanny Chmielewskiej (nowsze są beznadziejne, ktoś to musi powiedzieć na głos) i dla książek Borisa Akunina, które są moim czytelniczym comfort food. Pewnie zostawię sobie też kilka książek z dedykacjami od obdarowujących lub autorów, ale tak w zasadzie cała reszta jest mi zbędna. A jeśli kiedyś będę chciała coś przeczytać ponownie, są e-booki.

Regularnie pozbywam się też książek kucharskich i rzadko kupuję nowe. W ten weekend byliśmy na zakupach w TK Maxx i przeglądałam ofertę książek – nic jednak mnie nie zachwyciło, albo przypominałam sobie, że podobną pozycję mam już na półce. Myślę, że czas znów przejrzeć zasoby, bo przestają się mieścić na przeznaczonych na nie półkach. Wyjątek robię dla książki kucharskiej pt. Kuchnia polska, klasycznego dzieła z domu mojej chrzestnej, dla grubego tomiszcza pt. Wykwintna kuchnia (masa wiedzy praktycznej, nawet jeśli połowy przepisów nigdy nie zrobię) i kilku ulubionych książek o diecie South Beach i podejmowaniu gości.

Doszłam w ten sposób do kosmetyków i zastanawiam się, co z tym zrobić. Ostatnio złamałam swoją zasadę i na raz mam otwarty więcej niż jeden kosmetyk danego rodzaju. Wszystko dlatego, że staram się w miarę regularnie pisać o moich odczuciach (znajdziesz je pod tagiem mój test), ale irytuje mnie to rozpasanie kosmetyczne. Co więcej, to się tylko będzie nasilać, bo pojawiają się coraz to nowe i nowe kosmetyki, które chcę przetestować, ale wyrzucenie zużytego w 30% kremu do twarzy uważam za skandal. Inna sprawa, gdyby mnie uczulił, ale jeśli po prostu musi oddać pole nowemu produktowi? Tu przyznaję się do porażki – nie mam żadnego sprytnego rozwiązania. A może jest jakieś, którego nie zauważyłam, na które nie wpadłam? Daj znać w komentarzu.

Udostępnij wpis:

7 komentarzy

  1. Monika Reply

    ja osobiscie uwielbiam minimalizm. Chyba w każdej kwestii, o której wspominałas. W kuchni nie robie zapasów, za czesto psuje mi sie jedzenie, albo jestem zmuszona jeść coś, na co nie mam wcale ochoty, a data waznosci sie kończy… W szafie mam kilka ubrań i jeżeli juz wtedy jest nieporządek to dostaje regularnego szału, dlatego muszę mieć naprawdę kilka czy to par butow czy ubrań. Z kosmetykami nie jest już tak prosto, bo buteleczki powoli sie opóżniają, a wiadomo , mają też ograniczoną trwałość. Co do książek tu nie ma wyjątku, co nie oznacza, że nie czytam. Otoż, nie bede starać się przeczytać 52 w rok, ale w ubiegłym roku było ich 14 co uważam, ze jest dużo, bo nie każdy czyta nawet jedną w rok, wiec mysle, w tym roku bez napinania się nie będzie mniej. Nie chomikuję książek, to nie w moim stylu. Nie cierpię kurzu, a leżąc by niestety sie tylko kurzyły, bo nie wracam drugi raz do książek… Po przeczytaniu najchętniej oddaje je do biblioteki, bo stamtąd również je biore. Najnowsze tytuły zazwyczaj pożyczam od kogoś, nie kupuję. Jak pisałam wcześniej, wydanie min 30zl na ksiazke, z ktorej wiecej nie skorzystam, i jeszcze bedzie mi przeszkadzać jest wg mnie uzasadnione. Oczywiscie, to moja własna refleksja i ja w taki sposób funkcjonuję 🙂

    • Anna Gidyńska Reply

      Tak, ja też nie napinam się na 52 książki w roku. Czasem czytam jedną książkę za drugą, np. w podróży (dlatego w Kindle’u mam zawsze kilka, bo jak mi się jedna skończy, a jestem w połowie trasy, to najgorzej). A czasem czytam sobie po kawałeczku, bo to nie taki typ książki. Ludową historię Stanów Zjednoczonych Zinna czytam już chyba rok, odkąd się ukazała, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Dużo czytam też w internecie – polecam Nextdraft i Longreads, załatwiają mi cały weekend lektur 🙂

      Co do zapasów – ja zwykle kupuję tylko to, co na pewno zużyję. Makaron z sosem robię średnio raz w tygodniu, więc ile by tego makaronu i tych pomidorów nie było, zużyją się. Co roku robię też przetwory i zwykle nie ma z nimi problemu 🙂

  2. Ewa Reply

    Ja…. jeśli krem do twarzy mi się nie sprawdził albo;
    – oddaję go mamie,
    – wrzucam do torebki,
    – i ostatni mój ulubiony kładę go na stoliku nocnym czy w salonie i stosuję jako maskę na dłonie lub stopy. Ten ostatni sposób jest mega krem szybko znika czasem efekt widać dosłownie na dłoniach a ja mam czyste sumienie.

    • Anna Gidyńska Reply

      Moja mama ma bardzo sprecyzowane potrzeby pielęgnacyjne, rzadko przekonuje się do czegoś nowego, więc to odpada, ale fakt, zawsze można użyć taki mniej potrzebny krem jako maskę na dłonie / stopy. W sumie olejek do demakijażu też można użyć do mycia ciała, itd. Dobry pomysł, dzięki!

  3. Bagietk Reply

    Czasu mało a tak dużo chciałoby się komentować 😉
    Książek nie wyrzucać! Chyba że jakieś stare podniszczone lektury. No nie mam serca… I książki z mężem Uwielbiamy gromadzić. Marzy mi się ściana korony h książek. Na razie mamy zapewnione 3 regały z ikea. Tutaj minimalizm nie nastąpi, tym bardziej że czytamy sporo i co 2-3 miesiące robimy wypady do Wrocławia, do bardzo taniej księgarni, uzupełniać zapasy. Nie chcę dawać zarobić tylko empikowi.
    Jedzonko…cóż. W ogromnej szafie w przedpokoju 3 półki oproznilismy na zapasy 😂 w kuchni się już nie mieściło. To też lubię gromadzić. Przyprawy, np. nowe, kolorowe makarony z deluxe z Lidla. Ogólnie z racji małego miasta obostawiam Lidla i ich akcje tematyczne. Zawsze obkupujemy sie w nadmiarze 😂
    Ubrania…dzięki mężowi mocno ograniczył am wydatki na te kategorie. Kupuje tylko to co potrzebuje. Wyrzucilam brzydkie eko torebki, stąd zostały mi ich tylko 4 sztuki ale za to dobrej jakosci. Teraz stawiam na torebki tzw. luksusowe i postanowiłam sobie w to inwestować 🙂 coś mi się e końcu należy!
    A kosmetyki, cóż. Mocny przesiew. Mocno ograniczył am kolorowke. A z pielęgnacji staram się nie robić ogromnych zapasów że względu na datę. Gdy krem jest słaby to wcieram go grubo w szyję, dekolt lub na stopy 🙂 generalnie mocno kombinuje i jak mi jakiś kosmetyk nie pasuje na te cześć ciała to wcieram w inną 😂 olejki we wlosy/cialo/paznokcie, ostatecznie z emulgatorem i myje nimi twarz. Nic się nie zmarnuje

    • Anna Gidyńska Reply

      My mamy całą ścianę książek w gabinecie, komodę w dziennym i po stercie w sypialni. Jak na to patrzę, to mi się odechciewa sprzątać, ale może w któryś weekend – może po prostu w święta? 😉

      Akcje tematyczne Lidla też bardzo lubię, zawsze kupuję anchois, makaron, pastę chili, czasem też pesto (wiadomo, własnej roboty najlepsze, ale nie będę robić kalabryjskiego na zawołanie, a bardzo je lubię). Dlatego musiałam wyprowadzić z kuchni stół i krzesła i mam tam półki.

      Kolorówki mam niewiele, chociaż i tak wiem, że nie ma szansy, żebym choćby w 30% zużyła np. róż do policzków, jest ogromny i nadal wygląda na nieużywany.

      Ach, i całkowicie popieram less is more w torebkach. I luksusowe 🙂 Ja mam chyba 7 czy 8 torebek, zwykle noszę jedną z 3, pozostałe są na specjalne okazje (są b. duże albo b. małe).

  4. Bagietk Reply

    Wy acz błędy, ale nie wylaczylam słownika i czasem wyrazy żyją własnym zyciem

Leave a Reply

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial