Mój test: kosmetyki Resibo

Przyznaję, jestem trochę kosmetycznym dinozaurem i kosmetyki naturalne w dużej mierze kojarzą mi się z kremami i tonikami, które wyglądają, jakby ktoś je miksował kuchennym mikserem. Mam ulubione marki kosmetyczne, kosmetyków pielęgnacyjnych zużywam sporo, ale wiele rzeczy mnie omija. Jak dobrze, że mam Monikę, która opowiedziała mi o kosmetykach Resibo!

Testowałam przez ostatnie kilka tygodni trzy kosmetyki Resibo: olejek do demakijażu, płyn micelarny w sprayu oraz serum do twarzy. Płyn micelarny wydawał mi się najmniej potrzebny – nie maluję oczu, więc nie muszę zmywać makijażu, nie używam też na co dzień toniku do twarzy. Wbrew modzie na wieloetapowe rytuały pielęgnacyjne, zmywam twarz jednym kosmetykiem i smaruję drugim (czasem punktowo trzecim, jeśli wyskakuje mi pryszcz). Tutaj musiałam wszystko postawić na głowie i zamiast myć twarz pod prysznicem, stawać przed lustrem.

Olejek do demakijażu oferowany jest w zestawie ze ściereczką z mikrofibry. Moje poprzednie doświadczenia z taką ściereczką (firmy Glov) były raczej nieprzyjemne, więc byłam nastawiona sceptycznie. Nie mam większego problemu z olejkiem do twarzy, bo nie mam już tak tłustej cery, jak te 10 czy 15 lat temu. Olejek do demakijażu Resibo ma ziołowy zapach, jest bardzo gęsty i wydajny – wystarczy jedna porcja, żeby umyć twarz i szyję. Producent obiecuje wyjątkowo gładką, oczyszczoną skórę – podejrzewam, że kluczowe jest tu użycie ściereczki z mikrofibry, która działa jak lekki peeling, nawet nasączona ciepłą wodą. Ściereczkę po użyciu trzeba wyprać w wodzie z mydłem. Najchętniej miałabym takich ściereczek kilka i prała je w pralce, bo nie jestem przekonana do prania ręcznego, ale to tylko moja mała obsesja. Zdaje się, że w kilku recenzjach na blogach czytałam zachwyty o tym, że olejek nadaje się do demakijażu oczu – może, jeśli natychmiast potem kładziesz się spać i nie przeszkadza Ci mgła z olejku, który został pod powiekami. Dla mnie to spory dyskomfort, bo zawsze po wieczornej kąpieli czytam w łóżku.

Płyn micelarny w sprayu też pachnie ziołowo, ale inaczej niż olejek. Nie usuwałam nim makijażu oczu, więc trudno mi ocenić jego przydatność pod tym względem, ale świetnie odświeża skórę. Ja używam go bezpośrednio na twarz i ścieram płatkami kosmetycznymi. Używany wieczorem, po olejku do demakijażu, usuwa problem tłustej skóry.

Serum do twarzy Resibo opisywane jest jako wyjątkowy cud – nawilża, odżywia, wygładza, rozjaśnia (zawiera witaminę C), działa jak botoks. Uważam, że to o wiele za dużo obietnic jak na jeden produkt. Zgadzam się jednak, że działa świetnie, jak chodzi o nawilżenie i odżywienie, szczególnie teraz, w sezonie grzewczym, kiedy na zmianę kilka razy dziennie jest zimno i wietrznie, albo sucho i ciepło. Ogromny plus za pipetę do nabierania i za gumową obsadkę przy zakrętce – nic się nie wyleje. Ziołowy aromat mnie akurat zachwyca, ale dziewczyny przyzwyczajone do kosmetyków pachnących kwiatowo mogą się czuć nieswojo. Serum, mimo że tłuste i żółte, nie zostawia śladów na piżamie ani pościeli – wystarczy stosować je oszczędnie, naprawdę dwa razy tyle nie zrobi dwa razy lepiej skórze. Zwykle jedna porcja z pipety wystarcza na cała twarz, do tego druga na szyję i dekolt. Warto chwilę odczekać przed założeniem piżamy czy przykryciem się kołdrą na głowę.

PS zachęcam Cię też do przeczytania recenzji Moniki w jej blogu PerfectBasic.

Patrząc po liczbie znaków, można byłoby wnioskować, że największe wrażenie zrobił na mnie olejek do demakijażu. To nie do końca prawda – każdy z kosmetyków przyjemnie mnie zaskoczył, każdy na własny sposób. Doceniam estetyczne, przemyślane opakowania – niejeden raz mówiłam, że najlepszy kosmetyk się nie obroni, jeśli będzie opakowany w tandetny plastik, z naklejką projektowaną przez szwagierkę, bo umie rysować. Resibo to przemyślana koncepcja – od opakowań, poprzez składy, po ofertę. Przetestowałam, jak się okazuje, ponad jedną trzecią tego, co firma ma do zaoferowania. Uważam, że ceny jak za te kosmetyki nie są wygórowane – serum za 130 zł (30 ml) to bardzo dobra cena, a jego skład i wynikające z niego działanie są na medal. Olejek do demakijażu (60 zł / 150 ml) wymaga zmiany nawyków, ale dzięki codziennej kombinacji odżywienia skóry (dzięki olejkowi) i lekkiego peelingu (dzięki ściereczce z mikrofibry) zapewnia dobrze utrzymaną, nieprzesuszoną, nie nazbyt wymęczoną demakijażem skórę. Płyn micelarny (50 zł / 150 ml) w sprayu to czysta przyjemność – gdyby były dostępne mniejsze butelki, nosiłabym taką w torebce, żeby odświeżyć skórę w ciągu dnia.

Kosmetyki Resibo kupisz online, w ich sklepie: https://resibo.pl/

Znajdź mnie również na:
RSS
Google+274
https://jestpieknie.pl/moj-test-kosmetyki-resibo/
YouTube2k
Instagram5k

6 komentarzy

  1. Aleksandra Reply

    Jestem ciekawa serum do twarzy. Co bardziej polecasz, serum z khiels(wydawalo mi sie ze widzialam na blogu) czy to z resibo? Jesli moge polecic cos dobrego do demakijazu to zdecydowanie bedzie to take the day off maslo (balsam?)i plyn 😉

    • Anna Gidyńska Reply

      Serum Kiehl’s dopiero mam na liście do testowania, pisałam tylko o nim, że weszło do sklepów 🙂 Take The Day Off zapisuję, dzięki za polecenie. Szczególnie teraz, w sezonie grzewczym, wolę coś o takich walorach. Poczekam może tylko na -20% na zakupy w Sephorze 😉

Leave a Reply