Olejek La Mer The Renewal Oil – mój test

Nieważne, ile kosmetyków stoi na półce, zawsze szukamy czegoś następnego. Lepszego, przyjemniejszego, skuteczniejszego. Patrzymy na droższe marki. I co z tego wynika?

Marka La Mer ma taką historię powstania, że proszę siadać. Max Huber, astrofizyk z NASA, pracował nad czymś innym, ale uległ poparzeniom i zajął się poszukiwaniem czegoś, co naprawi blizny. Znalazł algi – dzięki czemu wyciąg z tychże jest składnikiem chyba każdego kosmetyku marki La Mer. Olejek La Mer The Renewal Oil ma też w składzie inne dobrodziejstwa – ale trudno tu mówić o przełomie. I tak, było przemiło, kiedy w salonie marek Estee Lauder / Clinique / La Mer w Galerii Mokotów zrobiono mi masaż dłoni olejkiem La Mer. Ale to nie jest wynalazek na miarę krojonego chleba.

Bardzo szczegółowo o składzie opowiedziała Monika z PerfectBasic – jej recenzję olejku La Mer przeczytacie tutaj. Ja mogę tylko za nią powtórzyć: oczywiście, witaminy C i E dobrze robią skórze, podobnie olejek migdałowy. Świetnie, że olejek La Mer zamknięty jest w butelce z pipetą (chociaż dlaczego butelka jest przezroczysta? lepiej, żeby była z ciemnego szkła – zresztą inny preparat tej marki zamknięty jest w ciemnozielonej butelce). Sam produkt jest naprawdę bez zarzutu – nawilża, odżywia, dla mnie jest dobry nawet na dzień; ale ja zwykle na dzień się nie maluję, więc nie sprawdzałam jego kompatybilności z moimi kremami tonującymi. Co więcej, olejek La Mer jest wściekle wydajny – po paru miesiącach zużyłam może 40% opakowania, a to tylko dlatego, że odważnie smaruję nim też skórę szyi i dekoltu. Zapach jest subtelny, neutralny, chyba każdemu przypadnie do gustu. Skóra jest po nim naprawdę przyjemna – ratuję się nim, jeśli spędzam wieczór w zadymionym pomieszczeniu, pomógł mi na podrażnioną detergentami skórę dłoni.

Ale czy nie da się znaleźć produktu o podobnym składzie, za ułamek tej ceny? Oczywiście, że się da. Ani skład, ani zastosowanie nie są unikalne. Każdego olejku można używać na całe ciało, na paznokcie, włosy, skórki przy paznokciach etc. To tylko kwestia tego, ile olejek kosztuje, bo sprzedawany za 800 zł olejek La Mer to pewna przesada na włosy (olejek Bumble & Bumble działa nawet lepiej, a mniej kosztuje!).

Wracając do akapitu otwierającego ten wpis: nie ma żadnego wstydu w szukaniu nowszych, lepszych kosmetyków. Nie powinno się mieć wyrzutów sumienia, że sięgnęło się po coś drogiego, bo ciało mamy jedno i warto o nie dbać. Ale decyzja o zakupie jakiegoś produktu powinna być poparta analizą składu, a nie tylko marketingową historią. Co powiedziawszy, chciałabym podkreślić, że dla mnie olejek La Mer The Renewal Oil to świetny produkt, który robi mojej skórze dobrze. Ale nie jest jedynym tego typu preparatem na rynku.

Leave a Reply