Pij wodę. Woda jest zdrowa. Nie zapomnij butelki z wodą. Pij co najmniej osiem szklanek wody dziennie. Czy te hasła są w ogóle prawdziwe?
 
Sporo czytam o zdrowym żywieniu – w końcu jestem na diecie – i o jedzeniu w ogóle. Średnio raz w miesiącu, w lecie raz w tygodniu, wpadam na artykuł o zaletach odpowiedniego nawilżenia organizmu od środka i o tym, że trzeba sobie notować, ile się pije (tu bardzo pomaga Fitbit), pić dużo i broń boże nie wodę smakową ani nie soki, bo to kalorie. I fakt, latem piję sporo wody, wszędzie chodzę z własnym bidonem, który napełniam, a do smaku wrzucam kawałek cytryny i gałązkę mięty. W domu mam schłodzoną wodę – też z miętą i cytryną albo wersję na “dzień po”, z ogórkiem i bazylią. Ale jesienią ochota na lodowatą wodę spada, więc piję herbatę – zieloną, miętową, czasem owocową. Jeśli piję wino do kolacji, to staram się wypić tyle samo wody, piję też szklankę wody do porannej kawy. 
 
Tylko że to wszystko jest kompletnie pozbawione sensu. 
 
Naukowcy (nie amerykańscy, tylko australijscy, mniej ograni w tego typu publikacjach) przeprowadzili test. Grupa rowerzystów miała jeździć na rowerach, aż wypocą 3% wagi organizmu. Następnie pierwszej grupie podano tyle wody, żeby przywrócić całkowite nawilżenie, drugiej – tyle, żeby nawilżenie wzrosło o 1%, a trzeciej grupie nie podano nic. Z uwagi na to, że nawilżanie przeprowadzane było dożylnie, to badani rowerzyści nie wiedzieli, ile wody dostają. I okazało się, że wyniki po nawilżeniu (lub jego braku) były takie same, czyli że nawodnienie organizmu nie miało wpływu na wydajność. Szczegóły badania tutaj: British Journal of Sports Medicine, September 2013, Current hydration guidelines are erroneous: dehydration does not impair exercise performance in the heat, Wall BA.
 
Podkreślę – tutaj badania prowadzono na rowerzystach, podczas wysiłku organizmu. Na co dzień, jadąc do pracy, siedząc w biurze czy nawet idąc dwa przystanki do autobusu (więcej ruchu to zdrowie, tu akurat naprawdę) nie robimy niczego tak męczącego dla organizmu. No i wiemy, że organizm pozbawiony wody szybko się poddaje, więc wywnioskowanie, że im więcej wody, tym lepiej, nie zajmuje dużo czasu. I to w zasadzie jest prawda, ale woda jako taka nie musi być przyjmowana w formie czystej. Wypicie zupy to też przyjęcie wody. Tak samo herbata, kawa, mizeria, piwo czy kolorowy drink z palemką. Prawie we wszystkim jest ileś wody. 
 
I teraz pewnie myślisz sobie – taaaa, alkohol i kawa przecież odwadnia, dlatego ma się kaca po zakrapianym wieczorze, a po kawie lepiej napić się zielonej herbaty albo wody. Już w latach 80-tych XX wieku przeprowadzono badania, z których wynikało, że umiarkowane przyjmowanie piwa nie wpływa znacząco na poziom nawodnienia organizmu (British Medical Journal (Clin Res Ed), December 1982, Acute biochemical responses to moderate beer drinking, Gill GV). Ale sprzedaż wody butelkowanej to ogromny biznes, więc należy promować nie tylko jej wyższość nad wodą z kranu, ale też konieczność przyjmowania jej w sporych dawkach. Sprawdziłam i wiem, że woda z kranu jest równie zdrowa co zwykła woda butelkowana, a jest sporo tańsza. Spróbuj wody z kranu – przekonasz się, że cuchnący płyn o posmaku chloru to przeszłość. Wodociągi dostarczają dobrą wodę – problem może leżeć co najwyżej w rurach w budynku, w którym mieszkasz. 
 
Oczywiście – nie mówię tu o sytuacjach, kiedy picie wody wpływa np. na ciśnienie krwi – tak jest w przypadku osób po udarze, gdzie utrzymanie ciśnienia na odpowiednim poziomie jest niezwykle ważne. Mój tata pije kilka półlitrowych butelek wody dziennie (ale też nie 2 czy 3 litry!), bo w ten sposób reguluje ciśnienie. 
 
Wracając do zaleceń dotyczących picia wody – nie ma żadnych dowodów naukowych na to, że od picia ośmiu szklanek dziennie nasza cera się wygładzi, oczy staną się bardziej błyszczące, włosy gęstsze, metabolizm szybszy, a kibić smuklejsza. Nie ma też dowodów na to, że od pomijania tych ośmiu szklanek w codziennej diecie staniemy się tłuści, chorzy i brzydcy. (Tannenbaum, Stacey L., “An Investigation into Equations for Estimating Water Requirements and the Development of New Equations for Predicting Total Water Intake” (2011).FIU Electronic Theses and Dissertations). Jest natomiast jedna bardzo istotna kwestia, o której zapominamy: nasz organizm do pewnego stopnia może sam się regulować. Czyli jeśli wypiję za dużo wody, to i tak ją wysikam, a jeśli jej nie wypiję i odczuję pragnienie, to pójdę i się jej napiję. Nasze ciała radzą sobie z takimi rzeczami, serio. Zmuszanie się do czegokolwiek jest bez sensu. 
 
Źródło (poza podanymi w tekście): BBC
Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
YouTube7k
Instagram5k