Każdy, kto kiedyś pakował się w podróż, na pewno przeżył te rozterki – wziąć większą torbę, mniejszą, może walizkę? Ile limitu jest w tych liniach lotniczych? Jeśli chodzi o ubrania, warto przedtem sprawdzić, co do czego pasuje, żeby potem uniknąć sytuacji, w której zakłada się różową koszulę do zielonych spodni, a do tego czerwone klapki. Jeśli chodzi o kosmetyki, coraz łatwiej jest kupić mini-wersje w zasadzie wszystkiego. Jasne, na 2 tygodnie wakacji nie wystarczy 50 ml szamponu, ale przecież zwykle możesz go kupić na miejscu, prawda? Tak samo jest z balsamem do ciała, z kremem z filtrami i tak dalej. Jeśli zatrzymujesz się w hotelu, ten problem najczęściej w ogóle odpada, bo większość hoteli oferuje szampon, odżywkę i balsam do ciała w każdym z pokoi i są one uzupełniane codziennie.

Jeśli nie zatrzymujesz się w hotelach, to też nie ma problemu – o ile nie wybierasz się na podbój amazońskiej dżungli, prawie wszędzie znajdziesz sklepik z kosmetykami. OK, może nie będzie tam marek, które znasz, ale jeśli nie masz skłonności do alergii, to z dużym prawdopodobieństwem lubisz testować kosmetyki. Kiedy ostatnio przeglądałam blogi urodowe, zauważyłam, że zwykle liczba kosmetyków do pielęgnacji ciała u dziewczyn jest sporo większa niż u mnie – zamiast jednego balsamu jest ich kilka, masa żeli do ciała, peelingów itd.

Moja rada? Nie zużywaj wszystkich mini-produktów od razu. Jak tylko dojedziesz na miejsce, zrób zakupy w lokalnym sklepie. Jeśli coś okaże się kompletnie koszmarne, masz w kosmetyczce coś innego.

A co znajdziesz w mojej kosmetyczce wyjazdowej? Jestem zachwycona mini-opakowaniami kremów z filtrem Dax Cosmetics. Są o wiele bardziej wygodne niż wielkie butle, łatwiej wydobyć z nich krem do końca, nie zajmują wiele miejsca – same plusy! Jedno opakowanie kosztuje między 8 a 10 zł w zależności od miejsca zakupu, znajdziesz je w drogeriach i aptekach online.

Odkryłam też mini-opakowania szamponów Cece of Sweden Med – dostępnych jest wiele wariantów szamponów i odżywek (do włosów zniszczonych, do włosów tłustych, przeciw wypadaniu włosów), kosztują tylko 6 zł za 50 ml i naprawdę warto się z nimi zapoznać.

To w zasadzie coś, co trzymam raczej w torebce, ale warto o tym drobiazgu pamiętać. Chusteczki Carex Sensitive to prawdziwe zbawienie po długiej podróży, kiedy chce się ekspresowo odświeżyć. Wiadomo, nie zastąpią prysznica, ale jeśli prosto z lotniska potrzebujesz dokądś pojechać i obcować z ludźmi, będą bardzo przydatne. Opakowanie 10 chusteczek kosztuje 3,5 zł, kupisz je w drogeriach.

Podobnym, ale nie takim samym produktem jest żel antybakteryjny do rąk. Nie rozstaję się z nim, bo lubię zwierzaki i zdarza mi się pogłaskać kota czy psa, napotkane przygodnie. Albo alpakę. Tyle że potem trzeba umyć ręce, a nie zawsze jest gdzie. Żel Merci Handy dostępny jest w kilku zapachach – mój ulubiony to Oh my Lemon. Kosztuje 12 zł, do kupienia w perfumeriach Sephora.

Po umyciu rąk staram się zawsze nałożyć na nie krem – inaczej od razu robią się suche, skórki zaczynają odstawać i wygląda to źle. Co prawda nie przepadam za aromatem bananów, ale krem do rąk Tony Moly w opakowaniu o tym kształcie jest tak uroczy i działa tak dobrze, że nie sposób się powstrzymać. OK, nie jest tani, bo 45 ml kosztuje 35 zł, ale zakręcane zamknięcie to dla mnie pewność, że nic się nie otworzy w torbie.

Ostatni mini-kosmetyk, który chciałam tu pokazać, to mini-balsam do ciała Korres. Ma delikatny zapach, więc jest dobrym sposobem na drugi etap odświeżenia po podróży, jeśli nie ma mowy o prysznicu od razu. Kupiłam je w Sephorze, chyba za jakieś 10 zł – niestety, nie ma go online.

 

Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
Google+274
YouTube3k
Instagram5k