O ile restauracji włoskich mamy w Warszawie (i chyba w każdym mieście) na pęczki, to restauracja australijska to pewnego rodzaju nowość. Kalaya mieści się przy Jasnej, w budynku raczej biurowym, ale jest to miejsce, dla którego warto zapolować na miejsce parkingowe. A najlepiej przyjechać Uberem, bo wybór win jest wart uwagi.

Tak się złożyło, że do Kalayi zostałam zaproszona w Dniu Australii, czyli 26 stycznia. Mogłam więc posłuchać zarówno o doświadczeniach właściciela lokalu, Australijczyka, jak i o podróżach Marka Niedźwieckiego, który był gościem specjalnym tego popołudnia. Przy tej okazji przetestowałam sporą część menu, pomijając tylko deser.

Od razu powiem: to nie jest miejsce dla wegan. Wegetarianin coś tam sobie wybierze, ale najlepiej, jeśli lubisz mięso. Do wyboru są steki, w tym z emu czy kangura – smakują raczej jak dziczyzna, gdybym miała je do czegoś porównać, jak i klasyczne steki z wołowiny. Jest sporo ryb i owoców morza – zupa z owocami morza była naprawdę doskonała. Moim faworytem był jednak tatar z kangura z kaparami. Jeśli nie lubisz surowego mięsa, grillowana ośmiornica też była świetna. Poza tym, menu degustacyjne, którym mnie uraczono, to tylko fragment karty.

Poza częścią restauracyjną,  jest też część barowa, doskonała, żeby wpaść tam na godzinę, wypić kieliszek wina i zjeść coś niedużego ze znajomymi. Wybór win na kieliszki jest naprawdę duży – warto więc testować!

Restauracja Kalaya
Jasna 26, Warszawa
+48 222 99 3210
www.kalaya.pl

 

Dziękuję marce Jacob’s Creek za zaproszenie.

Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
YouTube
Instagram