To jest Suzuki Swift Sport i moim zdaniem jest to MINI dla ludzi z ograniczonym budżetem. Nie ma w tym nic złego. To komplement. Ale po kolei…

Kształt? Chyba nie muszę tłumaczyć, gdzie widzę podobieństwa do MINI? Ale mimo kompaktowych rozmiarów w środku zmieszczą się cztery dorosłe osoby. A w MINI… niekoniecznie. Suzuki może nie ma tak finezyjnego wykończenia, ale kosztuje ponad 10 tysięcy złotych mniej niż MINI Cooper, a osiągi oba samochody mają podobne. Bagażnik? Może 211 litrów to nie wynik na czołówki gazet, ale bagażnik MINI ma o jakieś 50 litrów mniej.

Na rynku mamy jeszcze kilku konkurentów, m.in. Abarth Punto czy Citroen DS3. Są od Suzuki droższe, nawet jeśli nieco szybsze. Ale Suzuki Swift Sport jest uczciwe. Jak to dobrze wytłumaczyć?

Jest proste, wygodne, skrzynia biegów, nawet jeśli nie najbardziej precyzyjna, to daje takie mechaniczne odczucie. Zawieszenie jest na tyle sztywne, żeby na torze samochód unosił do góry tylne, wewnętrzne koło, ale jednocześnie na tyle komfortowe, żeby Suzuki Swift Sport jeździć na co dzień po mieście. I to właśnie jest w tym samochodzie uczciwe.

Kilka drobiazgów, na które warto zwrócić uwagę: fotele dają dobre boczne podparcie, ale większym kierowcom mogą wydać się za ciasne. Poza tym oświetlenie deski rozdzielczej i centralnej konsoli jest w nocy za mocne. Nawet jeśli niektore elementy da się przyćmić, to cały czas radio świeci pełną mocą. I nie udało mi się połączyć telefonu z systemem głośnomówiącym Bluetooth. Logika tego systemu mnie przerasta.

Jest jeszcze jeden ciekawy szczegół. Mimo tego, że tym samochodem zdarza mi się jeździć ostrzej, niż wieloma innymi, komputer pokładowy pokazuje zużycie paliwa na poziomie około 7 litrów na setkę – o ponad litr mniej niż przewiduje producent. A to by znaczyło, że producent przewiduje, że powinienem tym samochodem jeździć jeszcze ostrzej. I jak tu nie kochać Suzuki Swift Sport?!



2014-05 750x200_current Image Banner 750 x 200

Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
Google+274
YouTube3k
Instagram5k