Nigdy w życiu nie miałam włosów idealnych. Najpierw jako dziecko poszłam do fryzjerki i zaproponowano mi fryzurę “truskawka”, a ja z braku lepszych pomysłów się zgodziłam. Nie, nie chodzi o truskawkowy blond (podejrzewam, że to bym nawet polubiła), ale o cieniowanie. Były lata 80., sami rozumiecie.

Potem poszłam do fryzjerki i zażądałam trwałej, a zaraz potem umyłam głowę (bo nikt nie powiedział, że lepiej nie). Dopiero oglądając Legalną blondynkę dowiedziałam się, co się wtedy stało i dlaczego pół roku wyglądałam jak sfilcowany pudel.

Potem były lata 00., a ja poszłam do tzw. fryzjera gwiazd. Nie wiem, jakie to były gwiazdy, ale miałam na głowie czarnego boba z czerwoną połową grzywki i czerwonym, krótszym pasmem z boku. To nawet nie było złe samo w sobie, ale wymagało farbowania tego czerwonego tak co tydzień, góra dwa. Lokalny salon bardzo dobrze na mnie zarobił, ale w tym właśnie salonie poznałam Martę, fryzjerkę. Marta wkrótce potem otworzyła coś własnego z koleżankami, ja tam chodziłam, bo skoro już je wszystkie znałam, to czemu nie? Ale na dobrą chwilę odczepiłam się od dziwnych rzeczy na głowie (spuśćmy zasłonę milczenia na rude włosy, które zresztą Marta bardzo stanowczo mi odradzała).

Miałam przerwę w kontaktach z Martą, ale wróciłam do niej i widujemy się znów na wizytach w jej salonie od jakichś 2, może 3 lat. Ostatnio Marta spytała, co ja przyjmuję, czy jakiś kolagen, czy co, bo mam najlepsze włosy w mojej historii. Odpowiedziałam, że nic z tych rzeczy, żaden suple, żaden kolagen. Jem warzywka jak królik. A włosy? Po prostu im nie przeszkadzam.

Moja filozofia: Im mniej, tym lepiej

Parę lat temu podcięłam włosy, bo chciałam nosić bob na co dzień. Ale nie, nie lubię codziennego stylizowania włosów, kręcenia na okrągłej szczotce – chociaż oczywiście taką mam. Mam też prostownicę, ale zwyczajnie nie lubię jej używać. Bo nie osiągam efektu, jaki osiąga bez wysiłku Marta, fryzjerka. Jak wygląda moja pielęgnacja? Myję włosy co dwa dni, bo takie jest ich tempo przetłuszczania się – na trzeci dzień już jest okrutny przyliz. Poza wątpliwym efektem estetycznym, to szkodzi skórze głowy (naprawdę, nie musimy mówić skalp, nie jesteśmy w książce Karola Maya).

Myję włosy tylko rano, chyba że wróciłam w środku dnia z jakiejś podróży samolotem, wtedy od razu wchodzę pod prysznic, myję też głowę i tego dnia już odpuszczam stylizowanie. Poza szamponem i odżywką (o tym, czego teraz używam, w osobnym akapicie), nakładam na włosy spray nadający objętości, suszę je suszarką (najpierw z głową w dół, potem dosuszam już stojąc normalnie, nie w skłonie). Nie rozczesuję za bardzo – ot, tyle, żeby przedziałek był równy, a pasma koło twarzy układały się tak, jak lubię.

Jeśli jestem w domu, włosy spinam tylko spinką, żeby odsunąć je z szyi. Jeśli wychodzę – związuję je w coś w rodzaju mini-koczka jedwabną gumką do włosów. Ostatnio kupiłam kilka w różnych kolorach. Mam też zapas gumek Invisibobble, które przydają się, kiedy potrzebuję włosy mocniej ścisnąć. To im nie służy, więc staram się na co dzień ich nie używać.

Olejowanie? Oj, na to muszę mieć czas i chęć. Zwykle po prostu nakładam na (rozczesane na noc) włosy trochę olejku Bumble & Bumble (bo taki akurat lubię, ale w zasadzie, każdy olej do włosów jest OK), rano je myję i tyle. Ale to coś, co robię może raz na dwa tygodnie, więc nie uważam, żeby znacząco wpływało na stan włosów.

Tangle Teezer vs. luksus za 1000 zł

Dłoń trzymająca czarną, nową szczotkę Tangle Teezer The Original, ząbkami do góry. Zbliżenie na elastyczne, polimerowe igły szczotki.

Kiedyś na jakiejś grupie ogólno-kosmetycznej ktoś spytał, czym czesać włosy. Miałam wtedy Tangle Teezer już kilka lat, więc bez namysłu poleciłam. Dostałam ostrzeżenie od moderacji, bo “TT niszczy włosy, nie wolno go polecać”. Co było robić? Usunęłam odpowiedź i wypisałam się z grupy, bo słabo reaguję na księżniczki kosmetycznej ortoreksji. Zwłaszcza, kiedy głoszą brednie. Bo to nie jest tak, że jestem tą jedyną osobniczką, na której głowie Tangle Teezer nie zostawił spustoszenia. Tangle Teezer nie jest “naciąganiem”, to fizyka. Już wyjaśniam.

W Tangle Teezer chodzi o inteligentną elastyczność polimeru, z którego wykonane są ząbki. Działa to na zasadzie „granicy ugięcia”:

  1. Zasada ustępowania: Polimer w TT ma ściśle określoną sztywność. Kiedy szczotka trafia na kołtun (opór), ząbek nie ciągnie go na siłę, tylko wygina się i „przeskakuje” nad splątaniem.
  2. Ochrona struktury: Włos ma swoją wytrzymałość na rozciąganie. Zwykła, sztywna szczotka działa jak dźwignia – jeśli pociągniesz mocniej niż włos może wytrzymać, on po prostu pęka. Polimer w TT jest zaprogramowany tak, by poddać się zanim siła naciągu przekroczy krytyczny punkt dla Twojego włosa.
  3. Pamięć kształtu: Dobrej jakości polimer (w przeciwieństwie do taniego plastiku) po wygięciu natychmiast wraca do pionu. Dlatego nowa szczotka tak dobrze rozczesuje – ząbki pracują jak małe sprężynki. Po 10 latach ten materiał po prostu „męczy się”, traci tę sprężystość i staje się bardziej szorstki na poziomie mikroskopowym. Dlatego moja stara szczotka Tangle Teezer służy teraz do czesania Franki (mojej kotki), a ja sobie kupiłam nową. Ten sam model, którego używałam do tej pory, bo uważam, że jeśli coś działa, to nie trzeba tego zmieniać.

Ale to nie jest tak, że Tangle Teezer to koniec możliwości. Ostatnio ktoś mi opowiadał o jakiejś szczotce do włosów jak o najlepszym wynalazku od czasów krojonego chleba. Podejrzewałam, że to ta luksusowa Mason Pearson, którą podobno dostaje się w giftpacku, jak się zdobędzie Oscara, ale nie. Nowym szałem jest szczotka Luare, która kosztuje 1000 zł. Tak, tysiąc. Co to i po co to?

Typ szczotkiPrzykład / MarkaMateriał i budowaPrzeznaczenie (Nauka)Cena (około)
Praktyczny KlasykTangle TeezerElastyczny polimer; brak rączki lub prosta rączka.Detangling: Rozplątywanie bez rwania. Ząbki uginają się przed pęknięciem włosa. Idealna na mokro.35–60 zł
Instagramowy HitOlivia Garden FingerbrushAżurowa głowica; mieszanka nylonu i dzika.Masaż i Suszenie: Przepływ powietrza przyspiesza suszenie. Kształt „palców” masuje skórę głowy.60–95 zł
Naturalny NabłyszczaczSzczotka z dzika (np. drewniana)100% naturalna szczecina (keratyna).Kondycjonowanie: Rozprowadza sebum, domyka łuski, nadaje blask. Używamy tylko na sucho!40–150 zł
Luksusowa EfemerydaLuareAcetat celulozy (bioplastik roślinny) + dzik/nylon.Rytuał i Prestiż: Wysoka estetyka i szlachetne materiały. Narzędzie, które jest ozdobą toaletki.980 zł!
„Normalna” (Marketowa)Dowolna z drogeriiSztywny plastik + metalowe igły z kulkami.Zagrożenie: Kulki odpadają, a sztywne igły szarpią łuski włosa. Częsta przyczyna mikrouszkodzeń.10–25 zł

Wielkie starcie tytanów objętości: R+Co, Ouai i Bumble and bumble

Butelka sprayu pogrubiającego Ouai Thickening Spray na jasnych kamieniach. Zdjęcie produktowe kosmetyku do objętości włosów w słońcu.

Z tych trzech preparatów, to Bumble & Bumble używałam najdłużej, ale w zeszłym roku poszedł w odstawkę. Przyczyna? Monika z Perfect Basic poprosiła mnie o zaopiniowanie paru kosmetyków na objętość włosów. Dostałam chyba z 10 próbek i dwie butelki sprayów. Z tych próbek wyciągnęłam wnioski, jeden ulubiony kosmetyk dostałam zresztą od Moniki na Gwiazdkę. A spraye? Jednego zużyłam tyle, że odkupiłam Monice pełną butelkę i dla siebie a drugą, a drugiego… dostałam butelkę od Moniki. Tak, praktyczne prezenty to nie tylko skarpety.

Niedawno wróciłam do Bumble & Bumble – prawdę mówiąc, znalazłam go w kuwecie z kosmetykami przy sprzątaniu. Tak, ja też czasem o czymś zapominam, że to mam, ale doskonale się złożyło, bo mogłam Wam te wszystkie 3 preparaty porównać.

CechaR+Co DallasOuai Thickening SprayBumble and bumble Surf Infusion
Główny celUniesienie u nasady i blaskPogrubienie struktury włosaTekstura „beach waves” i mat
Kluczowa technologiaPolimery „puchnące” + ochrona termicznaProteiny (pszenica/ryż) + pantenolSól morska + oleje (dwufazowy)
WykończenieSatynowe, sypkie, luksusoweNaturalne, „dużo włosów” w dotykuMatowe, „niegrzeczne”, chwytne
Idealny dla…Cienkich włosów potrzebujących odbiciaWłosów rzadkich, szukających gęstościBalejażu, który potrzebuje definicji
AplikacjaOd nasady po końce na wilgotneOd nasady (głównie) na wilgotneOd połowy długości (wstrząsnąć!)
BonusPachnie jak luksusowe perfumyBardzo lekki, nie czuć go na włosachChroni przed UV i wysuszeniem solą

Jeśli szukacie efektu “mam dwa razy więcej włosów niż w rzeczywistości“, wybierzcie Ouai Thickening Spray. Jeśli marzycie o odbiciu od nasady, które przetrwa cały dzień – R+Co Dallas nie ma sobie równych. A Bumble and bumble Surf Infusion? To mój as w rękawie na dni, kiedy spinam włosy klamrą i chcę, żeby fryzura miała charakter, a balejaż był trójwymiarowy.

Co mam w łazienkowej kuwecie? (Produkty)

Z jednym chyba wyjątkiem, żaden preparat do włosów nie zrobił mi jednoznacznie źle – ale może kupowanie 500 ml szamponu za 8.50 zł nie było optymalne przy moich włosach (cienkie, ale dużo, rozjaśniane). W tej chwili moja pielęgnacja wygląda tak:

  • Szampony Davines: Rotacja między VOLU (lekkość) a MINU (ochrona koloru po balejażu). Miałam też wszystkie (tak, wszystkie) szampony BasicLab i nadal bardzo je lubię, ale zwyczajnie wole prostą butelkę z zakrętką, niż taką z pompką, bo albo pompka w którymś momencie szwankuje, albo muszę potem i tak całość rozkręcać, żeby wydobyć resztę preparatu. Ale to ja.
  • Odżywka BasicLab: Moja „naprawcza” baza z aminokwasami. Przed wakacjami w Dubaju kupiłam małe opakowanie, bo wyszłam z założenia, że jakiś szampon w hotelu będzie i przez tydzień nic mi się nie stanie, ale odżywkę muszę mieć moją sprawdzoną.
  • Akcesoria: Przeszłam na jedwabne gumki do włosów i luźne upięcia klamrami, kiedy jestem w domu.
  • Rozczesywanie: Tylko Tangle Teezer. Jeden do łazienki, drugi do kosmetyczki podróżnej.

Checklista: Jak zacząć „nic nie robić”?

Też chcesz mieć najlepsze włosy ever bez 20 preparatów i 10 etapów olejowania? O ile chodzi tylko (i aż) o optymalizację, a nie o jakąś większą naprawę – rób tak, jak ja.

  1. Dieta – warzywa to fundament.
  2. Bezpieczna szczotka – wymień stary TT na nowy. Albo w ogóle starą szczotkę na nową, lepszą.
  3. Jedwab zamiast plastiku – do wiązania włosów.
  4. Dobre produkty, rzadka stylizacja – jakość nad ilością.

Aha, jeszcze jedna uwaga: od dłuższego czasu mam stwierdzoną niedoczynność tarczycy i chorobę Hashimoto, na które przyjmuję leki. Leczę też otyłość zastrzykami. Piszę o tym, bo słyszałam chyba od wszystkich “koleżanek”, że przy tarczycy to włosy słabo, przy Hashimoto to włosy słabo, a przy zastrzykach to już W OGÓLE. Nic bardziej mylnego, to nie jest system naczyń połączonych. Choroby, które mam, da się skutecznie leczyć i to nie jest ani nic wstydliwego, ani tym bardziej chodzenie na skróty. Inną moją przypadłością jest krótkowzroczność + astygmatyzm. Co, miałabym po prostu bardziej się starać widzieć wyraźnie? Okulary to usunięcie problemu, tak samo jak leki w przypadku tego, co opisałam wyżej. I da się mieć (mimo tych schorzeń, które skądinąd da się bez większego wysiłku opanować lekami) piękne włosy.

Linki w opisie mogą być afiliacyjne. Nie wpływa to na moje opinie.

Och, cześć 👋
Miło cię poznać.

Zarejestruj się, aby regularnie otrzymywać ciekawe treści w swojej skrzynce odbiorczej.

Nie spamuję! Przeczytaj politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji.