Coraz więcej mówi się o oszczędności, wyborze i minimalizmie, rozumianym nie tylko jako salon z dwoma krzesłami i jedną lampą, ale jako podejście do życia, gdzie ilość przechodzi w jakość. Może to czas na przegląd zasobów?

Jak kupować mniej: jedzenie

Przyznaję, że mam atawistyczny stosunek do zapasów jedzenia i w dowolnej chwili mogę wykarmić kilkanaście osób na wystawnej kolacji, nie ruszając się z domu po zakupy. Tego nie zmienię, bo uważam, że zapasy jedzenia warto mieć. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku – regularnie przeglądam moje zapasy i zużywam te, którym bliżej do terminu przydatności.

To wymaga planowania – ale ja planuję moje posiłki i zwykle wiem, co podam w ciągu najbliższego tygodnia. Jeśli widzę, że moje zapasy pesto mają krótką datę, robię makaron z pesto, zapiekam łososia z pesto, robię sałatę z dressingiem z pesto i jakoś to idzie. Podobnie z dodatkami typu pędy bambusa czy mięso kraba – kiedy nadchodzi ich pora, robię domowe sajgonki z sosem orzechowym czy stir-fry z warzywami.

Regularnie poluję na okazje – dobrej jakości oliwa w promocyjnej cenie, przeciery pomidorowe, pomidory w puszce, makarony, ryże, kasze. Nie uważam tego za nierozsądne, bo kupuję rzeczy, które i tak mam w stałej rotacji posiłków, więc oszczędzenie czasu i pieniędzy to też zdrowy minimalizm. Jest tyle przyjemniejszych zajęć od stania w kolejce w sklepie, bo skończył się makaron.

Jak kupować mniej: ubrania

Staram się też pozbywać tego, co już mi nie służy. Regularnie wyrzucam ubrania i buty, które już mi nie służą. Jeśli po prostu przestały mi się podobać, wystawiam je w worku przed domem. Jeśli są już zniszczone, wyrzucam je – mam oczywiście kategorię ciuchów “po domu”, ale raczej z uwagi na krój, a nie stan zużycia. Staram się nie nosić dresów poza domem. Nie uważam, żebym wyglądała w nich oszałamiająco, poza tym, jest niestety nadal sporo prawdy w tym, że osoby ubrane niedbale są umiarkowanie dobrze obsługiwane w sklepach. Nie lubię zakupów wystarczająco, żeby ich sobie dodatkowo nie utrudniać.

Wyjątkowe ubrania czy dodatki, które są w bardzo dobrym stanie albo są na tyle markowe, żeby mogły kogoś zainteresować, wystawiam na aukcji. Nie mam głowy do cen, więc zawsze zaczynam od złotówki i nie ustalam ceny minimalnej.

Jak kupować mniej: muzyka

Muzyki słucham już tylko ze Spotify albo TuneIn Radio (mają nasz ulubiony Dubai 92!), więc płyt CD nie kupujemy. Zostawiliśmy sobie kilkanaście z naszego sporego zbioru, reszta trafiła na aukcje. Podobny los spotkał sprzęt hi-fi, jaki kupiliśmy zaraz po wprowadzeniu się – lekko zabytkowy, bo w moim wieku, bardzo piękny zestaw Telefunken z kulistymi głośnikami. Owszem, straciłam możliwość słuchania płyt winylowych, ale ostatnio i tak rzadko to robiłam.

Największym wyzwaniem przy sprzedaży większego sprzętu była wysyłka. Z firmami kurierskimi nie mam za wiele do czynienia. Odbieram przesyłki z Zalando, w którym zamawiam ubrania, ale poza tym, nie mam konta w żadnej firmie, nawet nie znam do nich numeru. No i jak to wycenić? Nie znoszę tego elementu sprzedaży, ale trzeba coś zrobić. Serwis Furgonetka.pl to dobre rozwiązanie dla takich okazjonalnych sprzedawców na Allegro, jak ja – wystarczy się zarejestrować i można wysyłać przesyłki kurierskie, nie wychodząc z domu. Do wyboru jest dziesięć firm, co jest ważne o tyle, że wielu odbiorcom robi różnicę, czy przyjedzie znany im kurier, zaznajomiony z okolicą, czy chłopak, który nigdy nie ma czasu, a paczkę najchętniej zostawiłby po drugiej stronie miasta, bo jemu tak wygodnie.

Kolejna zaleta to natychmiastowe wyliczenie kosztów przesyłki – nie muszę wyjaśniać, że to będzie X zł, ale jakby wyszło mniej, to mogę zwrócić różnicę. Co więcej, niecierpliwy kupujący nie musi do mnie pisać SMSów i maili „czy wysłała Pani przesyłkę”, bo Furgonetka.pl oferuje śledzenie przesyłek, więc jeśli ktoś chce, to może na żywo podglądać, gdzie jest list czy paczka, na które czeka.

No i największa zaleta: wszystko robię z poziomu komputera, nie muszę donikąd chodzić, jeździć, nadawać paczki. Podejrzewam, że dla osób, które zajmują się w domu dzieckiem czy osobą starszą, to ogromna ulga.

Jak kupować mniej: książki

Z książkami zawsze miałam problem, bo nie chciałam się z nimi rozstawać. Ale kiedy patrzę na półki, widzę, że do niewielu książek wracam – codziennie ukazuje się tyle nowości, że szkoda mi tracić czas na czytanie drugi, piąty, dziesiąty raz tego samego. Wyjątek robię dla starych książek Joanny Chmielewskiej (nowsze są beznadziejne, ktoś to musi powiedzieć na głos) i dla książek Borisa Akunina, które są moim czytelniczym comfort food. Zredukowałam liczbę książek na półkach, ale nadal jest ich trochę. Nowe kupuję, a potem puszczam w świat – jeśli ktoś ze znajomych wyrazi jakimś tytułem zainteresowanie, to go oddaję, a jeśli nie, zawsze jest biblioteka, która chętnie przyjmuje książki.

Biblioteka to też doskonały adres dla minimalistów – w końcu nie trzeba kupować wszystkich książek, prawda? Moja mama regularnie wpada do biblioteki, wypożycza kilka książek, a potem je odnosi. Dodatkowy plus – spacer!

Jak kupować mniej: kosmetyki

Tutaj, muszę przyznać, daleko mi do minimalizmu i pewnie nic się nie zmieni. Wszystko dlatego, że staram się w miarę regularnie pisać o moich odczuciach. Niestety, zwykle po 2-3 tygodniach testowania wiem już, co chciałam powiedzieć o kosmetyku, a nadal jest go sporo. Gdybym używała ciągle tego samego, nie będę miała materiału na nowe wpisy. Na szczęście krem czy olejek do twarzy można też użyć do rąk czy stóp, a nawet posmarować nim łydki. Nadal mam ogromne zapasy kosmetyków – chociaż bardzo dużo wystawiłam na bazarek charytatywny dla kotów, który zorganizowałam kilka miesięcy temu (kto zagląda na grupę Jest Pięknie – dyskusje, zna temat). W przypadku nowych produktów to bardzo dobre rozwiązanie, podobnie jak wymiana z koleżankami – kto wie, może u sąsiadki kurzy się flakon perfum, za którymi przepadasz, a za które „zapłacisz” jej balsamem do ciała i niechcianym tuszem do rzęs?

Jak kupować mniej: podsumowanie

Minimalizm to nie to samo, co wyrzucanie wszystkiego, co wpadnie w ręce. To rozsądne gospodarowanie środkami, kupowanie tylko tego, co na pewno się przyda i czego nie da się zastąpić. Zamiast płyt DVD są serwisy streamingowe, zamiast książek w dniu premiery – biblioteki. Jeśli chcesz obcować z ulubionym autorem, idź na spotkanie autorskie, posłuchaj, co mówi, podziękuj za jej czy jego dzieła po spotkaniu. Zamiast mieć pełen dysk zdjęć i filmów z ostatnich lat, wybierz kilka tych najlepszych ujęć, wydrukuj je, opraw i powieś na ścianie, pamiątkowe zdjęcie daj przyjaciołom na Święta czy rocznicę ślubu, a do tego dodaj domowej roboty nalewkę, zamkniętą w butelce po occie balsamicznym (umytej!). Nie ma konieczności kupowania wszystkiego, czym chcesz się podzielić.

A Ty, jakie masz sposoby na to, żeby kupować mniej? Co udało Ci się ograniczyć?

 

Tekst powstał we współpracy z firmą Furgonetka.pl. Nie wpłynęło to na moje opinie.

Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
YouTube6k
Instagram5k