Odkąd szybka autostrada pozwala nam błyskawicznie dotrzeć z Warszawy nad samo morze, niemal całkowicie zrezygnowaliśmy z jazdy dawną, krętą „siódemką”. W zaledwie cztery-pięć godzin meldujemy się w Trójmieście, idziemy na długi spacer po plaży i cieszymy się szumem fal. Monotonna trasa szybkiego ruchu ma jednak jedną poważną wadę – absolutnie nie zachęca do zjeżdżania i zwiedzania okolicy. Tym razem postanowiliśmy to zmienić. Wracając z weekendu w Sopocie w towarzystwie mojej mamy, postanowiliśmy zrobić kulinarny przystanek w Ostródzie. Restaurację Lalo znaleźliśmy całkowicie spontanicznie w Google – i był to strzał w dziesiątkę!

Podczas poszukiwań w sieci kierowałam się przede wszystkim dwoma kryteriami: wysokimi ocenami gości oraz lokalizacją. Jeśli tylko mam taką możliwość, zawsze wybieram miejsca położone blisko natury. Restauracja Lalo pod tym względem zachwyca – z jej okien rozpościera się kojący widok na taflę wody. Jedynym drobnym minusem logistycznym jest brak dedykowanego parkingu bezpośrednio pod drzwiami. Samochód trzeba zostawić na parkingu pod pobliskim amfiteatrem i przejść krótki kawałek piechotą. Na szczęście moja mama uwielbia spacery nawet bardziej ode mnie, więc ten krótki marsz wzdłuż brzegu potraktowaliśmy jako idealne rozprostowanie nóg po podróżny.
Spis treści
🌸 Wnętrze pełne zieleni i muzycznych wspomnień
Gdy weszliśmy do środka, w restauracji było zaledwie kilka osób, dzięki czemu panował kameralny, odprężający klimat. Z głośników sączyła się nienachalna, niezwykle klimatyczna muzyka – od razu przypomniały mi się najlepsze playlisty z dawnego, legendarnego Radia PiN.

Samo wnętrze urzeka estetyką. Można tu bez końca podziwiać widok na Jezioro Drwęckie albo przenieść wzrok na imponującą, żywą ścianę pokrytą bujną florą. Zazwyczaj na blogu ograniczam się wyłącznie do fotografowania jedzenia, ale te rośliny były tak spektakularne i zadbane, że po prostu musiałam uwiecznić je na zdjęciach. Utrzymanie takiej zielonej ściany w tak perfekcyjnym stanie musi wymagać ogromu pracy, ale efekt końcowy zapiera dech w piersiach.

🐟 Trzy kulinarne światy, czyli menu dla każdego
Nasze menu na ten obiad było spore i mocno zróżnicowane, bo każde z naszej trójki miało zupełnie inne potrzeby:
- Moja mama to absolutna psychofanka tradycyjnej zupy rybnej – potrafi zjeść ją w każdej ilości i zamawia ją wszędzie, gdzie to możliwe.
- Marek jest z kolei ortodoksyjnym fanem sałaty rzymskiej. Ma w głowie prywatną, rygorystyczną listę najlepszych i najgorszych sałatek Cezar, jakie jadł w życiu.
- Ja w restauracjach niemal zawsze zamawiam ryby. Powód jest prosty: rzadko przygotowuję je w domu, ponieważ Marek jada ryby wyłącznie w wersji surowej (sushi) lub wędzonej na zimno.
Co ciekawe, mama i Marek przez chwilę poważnie rozważali zamówienie tutejszej lasagne. Szybko jednak przeprowadziliśmy rodzinne negocjacje i wspólnie ustalili, że przecież porządną, domową lasagne mogę zrobić im w Warszawie, więc w restauracji nad jeziorem lepiej spróbować czegoś nowego.
🍽️ Jak smakuje Ostróda? Nasze wrażenia
Zazwyczaj, gdy rozrzut zamówionych dań przy jednym stoliku jest tak duży (od klasycznego Cezara po rybne specjały), w większości restauracji ktoś wychodzi lekko rozczarowany. W Lalo spotkało nas ogromne zaskoczenie – wszystko było bezbłędne! Jedynym moim „zarzutem” był fakt, że porcje okazały się tak potężne, że nie byłam w stanie przejeść całości.

Zupa rybna mojej mamy okazała się bardzo intrygująca i daleka od nudy: podano ją w wersji zabielanej śmietaną i z dodatkiem świeżego szpinaku. Mama była zachwycona.

Mój faszerowany pstrąg podany z buraczanym pęczotto był po prostu wybitny. Ryba była idealnie świeża, delikatna, a ziemisto-słodkie pęczotto buraczane genialnie przełamywało jej smak – to jednak porcja, którą spokojnie mogłyby się najeść dwie osoby!

Prawdziwy test bojowy przeszła jednak sałata cesarska Marka. Werdykt? Coś wspaniałego! Choć tutejszy szef kuchni pozwolił sobie na odważne odejście od rygorystycznego kanonu i podał ją z chrupiącymi grzankami z ciemnego pumpernikla, ten ryzykowny zabieg okazał się strzałem w dziesiątkę. Kucharz w Lalo ma niezwykłe wyczucie – potrafi połączyć tradycyjne polskie akcenty z międzynarodową klasyką w taki sposób, że na talerzu powstaje harmonijna, nowoczesna i pyszna kompozycja.
Co tu dużo mówić – wizyta w Lalo sprawiła, że Ostróda oficjalnie trafia na naszą listę stałych punktów przystankowych. Już teraz kombinuję, kiedy znowu będziemy jechać w tamte strony, żeby powtórzyć ten obiad!
📍 Restauracja Lalo – Informacje praktyczne:
Adres: ul. Mickiewicza 17C, 14-100 Ostróda (tuż nad Jeziorem Drwęckim)
Parking: Brak bezpośredniego parkingu pod lokalami. Najwygodniej zostawić samochód na ogólnodostępnym parkingu przy pobliskim Amfiteatrze w Ostródzie i przejść urokliwym deptakiem wzdłuż molo.
Co warto zamówić: Zupę rybną ze szpinakiem, faszerowanego pstrąga z buraczanym pęczotto oraz autorską sałatę cesarską z grzankami z pumpernikla.
Media społecznościowe: Aktualne menu i godziny otwarcia możecie sprawdzić na oficjalnym profilu Restauracji Lalo na Facebooku.
🚗 Przydatne w podróży:
- Dobry kubek termiczny lub termos podróżny – niezastąpiony kompan na trasie Warszawa-Trójmiasto, by cieszyć się gorącą, domową kawą lub herbatą bez konieczności robienia przypadkowych postojów na stacjach benzynowych.
Related posts
2 Komentarze
Komentarze wyłączone

Cześć!
Mam na imię Ania. W moim blogu znajdziesz masę porad o tym, jak dobrze wybierać – tak, żeby było pięknie. Szukasz przepisu na obiad, chcesz zrobić udane zakupy, a może nie wiesz, jak rozpoznać podróbkę? Zapraszam!Masz pytania? Napisz do mnie:
ania@jestpieknie.pl

Znam i bardzo lubię 🙂 bardzo smaczna kuchnia i świetna lokalizacja. Zajeżdżam tam zawsze gdy jestem w pobliżu i mam chwile 🙂
Dla mnie jest kompletnie nie po drodze, ale jak tak teraz patrzę na zdjęcia, to naprawdę mam ochotę tam pojechać. Co z karty szczególnie polecasz?