Ostatnio zimy są jakieś niewydarzone. Śnieg 1-2 dni, potem deszcz, potem nic. Co to za zima? Ale w każdej chwili może przyjść ochłodzenie. Poza tym, istotna jest też różnica między temperaturą na zewnątrz a wewnątrz. O ile w domu możesz utrzymywać rześkie 18 stopni, to w centrum handlowym pewnie jest dobrze powyżej 20 stopni. Skórze to nie służy. Jak ją pielęgnować zimą i jakie kremy na zimę wybrać?

Nie masz czasu czytać? Nie ma sprawy, mam dla Ciebie wideo:

W zimie nasze matki nakładały sobie i nam krem Nivea albo Linomag, maść z oleju lnianego i lanoliny. Jedno i drugie pachnie dyskusyjnie, na żadnym z tych preparatów nie ma co marzyć o nakładaniu makijażu, a twarz świeci się jak księżyc w pełni. Podejrzewam, że dla niemowląt tego typu specyfik jest OK, ale nie mówimy o niemowlętach.

Moim ulubionym kosmetykiem nawilżającym jest krem Clinique Moisture Surge. Jednak na zimę może być za lekki, niezależnie od typu skóry. Poza tym, podobnie jak zwykle ubieramy się na cebulkę i nosimy kilka warstw, lepiej mieć kilka warstw kosmetyków na skórze. Po umyciu skóry, polecam tonik nawilżający, na to serum, krem i krem z filtrem. A w kieszeń balsam do ust.

Dlatego zamiast kremu Clinique, proponuję serum Moisture Surge. Zawiera jedną z form kwasu hialuronowego, jednego z najlepszych nawilżaczy, jest lekkie i szybko się wchłania. Nadaje się do każdego rodzaju skóry. Do kupienia w perfumeriach, cena – 119 zł za 50 ml.

Jeśli masz suchą skórę, możesz wybrać olejek do twarzy. Bardzo dobre i niedrogie ma polska marka Ministerstwo Dobrego Mydła 20 zł za jednorodny olejek to bardzo przyzwoita cena. Wersja luksusowa to serum, a właściwie też kompozycja olejków do twarzy Filorga, o którym opowiadałam jakiś czas temu.

Na tę warstwę nakładamy krem. Mój ulubieniec już od dawna to krem Strivectin Multi-Action Restorative Cream. Widzę, że kosmetyki tej marki są w Sephorze bardzo przecenione, więc tym bardziej warto go kupić. Owszem, to krem w słoiku, jak większość na rynku, ale jego skład i działanie moim zdaniem to rekompensują. Strivectin doskonale się rozprowadza, świetnie nadaje się pod makijaż, jest też wydajny. Jego normalna cena to ponad 400 zł za 50 ml.

Jakiś czas temu odezwała się do mnie cypryjska marka Neoderma. Zamiast jednak wysłać mi coś przypadkowego z oferty w nadziei, że będzie pasować, wysłano do mnie ankietę. Po jej wypełnieniu, dostałam krem z linii Intelligence Prevent, do skóry normalnej i mieszanej. Zawiera koenzym Q10, wykorzystywany od lat w kosmetyce składnik o działaniu antystarzeniowym, kwas hialuronowy, masło shea. Byłby naprawdę super, zniosłabym ten słoik, bo od czego są nieduże łopatki czy łyżeczki do nakładania, ale ten słoik rozszerza się ku dołowi, więc wydobycie całości kremu, kosztującego jakieś 200 zł, to większe wyzwanie.

Dostałam też krem niemieckiej marki Weleda. Specjalny na zimę, dobry też dla dzieci, zawierający olej migdałowy, olej sezamowy, wyciąg z nagietka… i alkohol. Na czwartym miejscu w składzie. Nie wiem, dlaczego Weleda uparcie pcha do swoich kosmetyków alkohol i to w takiej proporcji, bo to już któryś ich krem, w którym widzę coś takiego. Z żalem muszę odradzić Wam ten właśnie kosmetyk.

Na koniec krem polskiej marki Creamy. Jedno z moich największych odkryć ostatnich miesięcy. Pisałam o tej marce w blogu, ale w skrócie: możesz zamówić krem szyty na miarę, dopasowany do twoich potrzeb. Ten, który mam, to wersja ogólnie dostępna, z olejem moringa. Jest bardzo treściwy, ze wszystkich, które tu omówiłam, najgorzej działa z makijażem, ale jeśli nie zawsze się malujesz, to będziesz z niego zadowolona.

Podsumowując: nie ma potrzeby kupowania najtłustszego kremu w sklepie czy aptece, bo nie ma jednego kremu do każdej cery. Nie omówiłam tu klasyków jak Cold Cream Avene czy wynalazków polskiej marki Dax, ale to dlatego, że o nich na pewno już czytałaś w każdym babskim magazynie.

Wybierz taki krem, który będzie odpowiadać twojej skórze, zwracając uwagę na skład. Cokolwiek z kwasem hialuronowym będzie OK – i nie musi być drogie. Unikaj jednak kosmetyków z alkoholem wysoko w składzie – nie tylko zimą, ale w ogóle.

Teraz jest pora na lekko złuszczające kwasy, bo dzięki nim skóra będzie nadal dobrze wyglądać, nie będzie tego kłopotliwego odcienia szarości. Unikaj jednak ostrych peelingów, maseczek z glinką i długich kąpieli czy prysznica w gorącej wodzie. Wiem, że kiedy wracasz do domu zziębnięta, marzysz tylko o tym, ale to nie jest dobry pomysł. Woda powinna być lekko ciepła, nigdy gorąca. Co mówiąc, sama biję się w piersi, bo też mi się to zdarza.

Znajdź mnie również na:
RSS
Facebook0
Facebook
YouTube5k
Instagram5k