Kiedyś było masło roślinne, smalec i chyba tyle. Oliwy nikt nie znał, olej rzepakowy pojawił się później. Nikt nie narzekał? Możliwe, ale też nie jadało się tak, jak teraz. Wszystkie rodzaje olejów spożywczych potrafią zająć całą alejkę w dobrze zaopatrzonym supermarkecie – ale nie ma sensu kupować po sztuce z każdego tylko po to, żeby był. Ja sama czasem staję przed jakąś półką (albo co gorsza, w manufakturze, gdzie wszystkiego można spróbować) i nie wiem, co wybrać. Dlatego zrobiłam research i dzielę się jego wynikami tutaj. Zapraszam!

Oliwa z oliwek

Nie mam pojęcia, dlaczego tak się na to mówi i dlaczego ten pleonazm (czyli masło maślane, mówiąc potocznie) nie da się wytrzebić z języka polskiego. W każdym razie, oliwę z oliwek tłoczy się z owoców (ale czasem też z liści) tego drzewa. Naturalnym miejscem produkcji są tereny, gdzie oliwki rosną, czyli szeroko pojęty basen Morza Śródziemnego: Włochy, Hiszpania, Grecja itd.

Rodzaje oliwy z oliwek

Najlepsza jest oliwa określana jako extra virgin, tłoczona mechanicznie (czyli na zimno). Ta też będzie najdroższa. Może mieć kolor od słomkowego do zielonkawego. Z uwagi na sposób produkcji (oraz cenę), nie jest rekomendowana do smażenia czy duszenia na niej potraw.

Kolejny poziom to oliwa rafinowana – z dodatkiem oliwy extra virgin, celem uzyskania smaku i koloru zbliżonego do tego, jakie mają oliwy extra virgin. Nie jest gorsza od oliwy extra virgin, a z uwagi na proces produkcji oraz niższą cenę może być dobrym wyborem, jeśli planujesz na niej smażyć czy dusić warzywa czy mięso.

Ostatni, najtańszy wariant to oliwa z wytłoczyn (często określana na etykiecie „pomace” czy „sansa”). Powstaje w wyniku wyciśnięcia oliwy z pestek, skórek czy liści oliwek. Zwykle dodaje się do niej trochę oliwy extra virgin, żeby uzyskać smak i aromat zbliżone do najdroższego wariantu.

Oliwy smakowe

Są droższe i tańsze warianty. Zwykle spotyka się oliwę z czosnkiem, z ziołami, z ostrą papryką – w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić ją w domu, ale nie każdy ma czas i chęci. Są warianty bardziej wyrafinowane, jak moja ulubiona oliwa wędzona czy oliwa z dębowej beczki. Te są tylko do podawania na zimno, nie należy ich podgrzewać. Doskonale pasują do sałat, pomidorów, grillowanych warzyw czy po prostu do chleba.

Oliwa truflowa

Robię o niej osobny akapit, bo to z jednej strony bardzo popularny produkt w wielu luksusowych delikatesach, a z drugiej – coś, czemu sprzeciwia się wielu uznanych szefów kuchni. Oliwa truflowa najczęściej pachnie truflami z uwagi na użycie substancji zapachowych, sporadycznie zdarzają się oliwy z kawałkami trufli (poza tym, one też często mają zapach podbijany aromatami). Jak napisałam, dla wielu szefów kuchni czy samozwańczych foodies oliwa truflowa to produkt sztuczny i zbędny. Ja jestem zwolenniczką dania każdemu szansy wyrobienia sobie własnej opinii.

Olej kokosowy

Kilka lat temu każda świadomie odżywiająca się osoba przechodziła na olej kokosowy. Był niewygodny do stosowania (bo w temperaturze pokojowej przybiera formę stałą i trzeba go rozpuścić albo nakładać łyżką na patelnię czy do garnka), dawał posmak kokosa, który nie wszyscy lubią, ale stał się niezwykle popularny. Potem jednak trochę stracił na uroku, bo okazało się, że jest nasyconym kwasem tłuszczowym, co nie jest szczególnie korzystne.

Dobrym zastosowaniem oleju kokosowego jest pieczenie ciast – można wtedy zrobić ciasto bez nabiału. Można na nim smażyć, bo ma podobne właściwości, jak oliwa z oliwek czy olej rzepakowy. Z uwagi na stan skupienia, do sałaty się nie nada.

Olej lniany

Pozyskiwany z nasion lnu olej to bardzo dobry element zbilansowanej diety – zawiera ponad 50% kwasów Omega-3, ważnych w profilaktyce chorób serca. Jeśli chcesz go wprowadzić do diety, to pamiętaj, że nie należy go podgrzewać, a wręcz powinno się go trzymać w chłodnym, ciemnym pomieszczeniu. Kupuj tylko olej lniany w małych butelkach, bo trzeba go zużyć w ciągu 2-3 tygodni od otwarcia.

Olej musztardowy

Produkowany z ziaren gorczycy olej musztardowy znany jest przede wszystkim w kuchni dalekowschodniej, w krajach takich, jak Indie, Bangladesz, Pakistan, ale też Chiny czy część Rosji (chociaż w tych dwóch ostatnich krajach tłoczy się go z innej odmiany gorczycy). Dobrze nadaje się do smażenia, duszenia, używany jest też w indyjskich przetworach. Ja uwielbiam go w prostej sałatce: ogórki, pomidory, papryka, czerwona cebula, kolendra, mięta + olej musztardowy i chaat masala (mieszanka przypraw indyjskich).

Przyznaję, to nie jest łatwy smak, ale tak naprawdę większość olejów wymaga przyzwyczajenia się do ich smaku i aromatu.

Według niektórych źródeł, olej musztardowy jest szkodliwy czy wręcz toksyczny, bo zawiera kwas erukowy. Kwas erukowy można znaleźć też w roślinach kapustnych, jak rzepak, gorczyca, ale też kapusta czy jarmuż. Badania nad jego szkodliwością prowadzono na zwierzętach – a one w inny sposób reagują na składniki pożywienia niż ludzie.

Olej musztardowy poznałam dzięki Zoe, mojej przyjaciółce z Indii. Uważam, że warto go spróbować, a do opinii o szkodliwości podchodzić z ostrożnością – tak samo, jak do historii o szkodliwości MSG.

Olej sezamowy

Powstaje z sezamu – na marginesie, sezam to jedna z najstarszych uprawianych przez człowieka roślin oleistych. Nadaje się i do smażenia, i do doprawiania dań na zimno – ale uwaga! Olej sezamowy występuje zarówno jako jasny, który jest doskonały i smażenia, nawet w głębokim tłuszczu, jak i jako ciemny olej, który powstaje z prażonych ziaren sezamu. Ten drugi wariant lepiej stosować na zimno – ja dodaję go już po etapie smażenia do stir-fry, ale świetnie sprawdzi się też w sałacie z orientalnym twistem.